Nie dajmy się zwariować. Czas na disruptive i otwarte innowacje.

W czasach, gdy zarówno ogólnoświatowe, jak i lokalne media żyją tematem koronawirusa aka COVID-19, chciałbym zauważyć jak bardzo istotną rolę odgrywa w naszym życiu i pracy umiejętność zmiany czy przełączenia procesów w czasie rzeczywistym, a przede wszystkim utrzymanie ciągłości działań.

I jeśli przeniesiemy wyzwania dzisiejszej globalnej ekonomii na marketing, organizacje powinny mieć w zanadrzu alternatywne strategie i przede wszystkim scenariusze kryzysowe zarówno dotyczące relacji wewnętrznych, jak i te, które dotyczą przede wszystkich relacji z konsumentami. Dziś większość z nich działa w chaosie.

Owa sytuacja dla wielu z nas jest zapewne ciężkim orzechem do zgryzienia, natomiast są też tacy dla których jest to, jakkolwiek by to nie zabrzmiało – szansa.

Jest to szansa dla biznesu, który zaczyna się i kończy w chmurze (np. Netflix), natomiast dwa razy zastanowiłbym się nad zachwytem w kontekście ecommerce i położenia większego nacisku na kanał internetowy.

Warto zauważyć, że jednym z kluczowych elementów zarówno sprzedaży online, jak i offline, jest łańcuch dostaw. Jego nadwyrężenie lub przerwanie, uderza w każdy aspekt sprzedaży produktów fizycznych. I nie mam tu tylko na myśli drastycznych wzrostów cen produktów do dezynfekcji, ale przede wszystkim fakt, iż produkty zamówione w internecie, także mogą nie dotrzeć do zamawiającego czy fakt, że obecne łańcuchy dostaw są krótkie i nie zakładają długofalowych zapasów. Na koniec koło się zamyka. Dlatego akurat dziś okazuje się, że wydawałoby się „przedwczesne”eksperymenty Tesli czy innych marek autonomicznych, mają jeszcze większy sens. Chodzi o utrzymanie procesów produkcyjnych, jak i logistyki w nieprzerwanym procesie.

Z jednej strony mówi się też o ciosie w biznes turystyczny i transportowy, z drugiej strony, mamy biznes dotyczący wszelkiej maści wydarzeń. Jakkolwiek trudne jest przeniesienie turystyki do internetu, bo nie możemy porównać doświadczeń ze zwiedzania palcem po mapie do prawdziwych doświadczeń, to ów moment jest czasem na wprowadzenie podejścia „disruptive” w kontekście wydarzeń, które zaczynają mieć swoje internetowe odsłony. Tu także trudno porównywać owe doznania, natomiast wszyscy musimy szukać nowych dróg dla naszych biznesów, a #koronawirus jest jednym z wyzwań, które jeszcze bardziej nas do tego skłaniają.

Dlatego też z wypiekami na twarzy obserwuję marki „tradycyjne”, które sięgnęły po otwarte innowacje i starają się tworzyć produkty wirtualne, komplementarne do ich podstawowego źródła wzrostu.

I co to wszystko ma wspólnego z tematem technologii w marketingu, który zazwyczaj poruszamy? Ano wiele. Przede wszystkim mówimy o tworzeniu zwinnych organizacji, w których codzienna analiza procesów wewnętrznych w zderzeniu z otoczeniem, gospodarką światową, pozwoli nam na planowanie sprzedaży, jak i wspierających działań marketingowych. W najgorszym scenariuszu, czego nam nie życzę, będzie pozwoliła na odpowiednie zachowanie się w trudniejszych momentach.

Nie dajmy się jednak zwariować, czego efektem będzie tylko blokada procesów. Myślmy perspektywicznie.



Cyfryzacja w Twojej firmie?